Rancho na Wichrowym Skalisku

Wichrowe Skalisko to rancho położone na szczycie wapiennych skał, we wsi Glanów, 35 km na północ od Krakowa.
Rancho zamieszkują nie tylko konie, ale i kozy, owce, kury, psy i koty.
Do Glanowa przeprowadziliśmy się w 2006 r. (razem z mężem lek.wet. specjalistą leczenia chorób koni Darkiem Polakiewiczem i dwójką małych dzieci), przerabiając starą stodołę na stajnię dla dziewięciu koni, a oborę na siodlarnię. Naszym marzeniem było stworzenie raju dla naszych kopytnych. Stąd trzy hektary pastwisk, na których konie pasą się od wiosny do jesieni. Zimą wydzielamy wybiegi tak, żeby zwierzaki mogły przebywać na otwartej przestrzeni cały rok.

Parę lat później pojawiły się cudne kozy – Miećka i Malwinka. Dają nam mleko, które jemy codziennie z płatkami. Z nadwyżek mleka robimy sery – dojrzewające i korycińskie. Z ziołami, suszonymi pomidorami, czarnuszką i kminkiem. Kozy mają swój kawałek ziemi, który graniczy z wybiegiem dla kurek. Kurek jest tylko dziesięć, ale niosą jajka o niepowtarzalnym smaku. Jak wszystkie nasze zwierzęta i kury wychodzą cały rok na świeże powietrze, a do dyspozycji mają bezpieczny, ogrodzony trawnik.

Nasze psy to oddzielna historia, z którą łączy się obecność owieczek. Hodujemy bordery, najbardziej inteligentne psy świata, psy pasterskie. Ponieważ zaczynaliśmy przygodę z border collie od sportowego pasienia i zawodów pasterskich, kupiliśmy owce, żeby samodzielnie szkolić się pod domem, bez konieczności codziennego jeżdżenia do trenera.

Koty zamieszkujące Wichrowe Skalisko to znajdy. Czasem ktoś podrzucił nam kociaka, czasem zgarnialiśmy go z asfaltu.
Z biegiem lat zbudowaliśmy drewnianą stajnię angielską – z myślą o koniach z problemami oddechowymi. Bowiem na naszym ranchu mieszkają głównie konie stare, schorowane. Opiekujemy się zwierzakami, które ciężko i uczciwie zapracowały na swoją emeryturę. Często są to konie, które przez całe życie mieszkały w podkrakowskich stajniach, które nie dysponują pastwiskami. Większość z nich potrzebowała kilku miesięcy żeby nauczyć się paść (!) i koegzystować w stadzie. Po prostu – nauczyć się jak być koniem.

Nie posiadamy krytej hali ani profesjonalnej myjni dla koni. Mamy za to niesamowite tereny, którymi można godzinami wędrować konno lub pieszo.

Z niewielkiej, zielonej ujeżdżalni korzysta głównie nasza córka, która po nas odziedziczyła pasję do koni i zakochała się w naturalnych metodach pracy z nimi. Podążając za jej marzeniami, organizujemy warsztaty z najlepszymi, uznanymi także w środowisku międzynarodowym, kompetentnymi nauczycielami.