Listopad pod nosem

Listopad rozpoczęliśmy mocnym niuchaniem. Jesienny weekend – wciąż słoneczny i ciepły – spędziliśmy w miłym towarzystwie ludzi i psów – poszukując zaginionych w leśnych ostępach i miastowych zaułkach. Chętnych na mantrailing z Kingą Kubecką było wielu – podzieliliśmy się więc na dwie grupy. Początkujący rozpoczęli dzień wykładem w przytulnej siodlarni na Wichrowym Skalisku, by potem przez pół dnia tropić pozorantów na pobliskich łąkach i lesie. Grupa zaawansowana spotkała się po południu w Wolbromiu, żeby po raz pierwszy spróbować swoich sił na miejskim gruncie.

  

Psy zaczynające swoją przygodę z tropieniem użytkowym miały gorsze i lepsze momenty, ale każdy pies co najmniej raz znalazł swojego pozoranta. Dużym zaskoczeniem okazały się dwie „maliny” – suczki azylowe, które po sobotnich zawirowaniach, w niedzielę pokazały klasę i niezłomny charakter. Zutto z Wichrowego Skaliska, który przyjechał do nas aż z Gdańska, tropił jakby robił to całe życie. Wyluzowany, spokojnie szedł po śladzie. Cały ojciec:)

 

Grupa zaawansowana przeżyła szok – zarówno ludzie jak i psy nie spodziewały się takich przeszkód. „Wsiowe” czworonogi, urodzone, wychowane i żyjące z daleka od miastowego hałasu, brudu i mieszaniny zapachów z trudem koncentrowały się na zadaniu. I choć większość z nich ostatecznie osiągnęła wyznaczony cel, to ogromnym nakładem pracy. Niedługo kolejne seminarium, więc czasu niewiele na socjalizację. Bierzemy się więc do roboty:)

Dodaj komentarz